Źródła

Fragment wspomnień Zbigniewa Tomaszewskiego: 

W nocy z 27 na 28 maja 1942 r. obudził mnie warkot samochodów. W parę chwil potem z wrzawy, krzyków i pospiesznie wydawanych rozkazów wywnioskowałem, że akcja ma charakter eksterminacyjny. Usłyszałem zgrzyt klucza w kracie naszego oddziału, na korytarz weszło kilku Niemców. Otwierając celę po celi, dzikim krzykiem i biciem wyganiali na korytarz wywoływane ofiary. Po celach ogólnych przystąpiono do otwierania izolatek. (…) Mijały straszne chwile wyczekiwania. Kroki z każdą chwilą zbliżały się w kierunku mej celi. W końcu usłyszałem szept rozmowy obok mej izolatki. Serce przestało mi bić. Moment wahania ze strony Niemców i za chwilę klucz zazgrzytał… jednak w drzwiach następnej izolatki, (…) Słyszałem zamykanie krat na oddziałach, osławione niemieckie krzyki: „raus, raus!” potem znów warkot samochodów. Nastała śmiertelna cisza. Upłynęło dobre pół godziny, zanim ocknąłem się z odrętwienia. Tym razem nie przyszła jeszcze na mnie kolej….

Fragment wspomnień Leona Wanata: 

Oślepiające blaski błyskawic raz po raz rozdzierały niebo, a strumienie ulewnego deszczu waliły w małe więzienne okienka. Wśród tych rozpętanych żywiołów po oddziale V uwijali się jak złe duchy wachmajstrzy niemieccy. Z furią otwierali drzwi do cel, w których od dwu dni przebywali więźniowie przeznaczeni do transportu, wykrzykiwali nazwiska i wśród bicia wyciągali zaspanych i zdenerwowanych więźniów na korytarz.

Fragmenty wspomnień Anny Czuperskiej:

Późno, po wieczornym apelu, nasza cela lekarek zaczęła układać się do snu(…) W chwilę potem
rozległy się wrzaski gestapowców i padły pojedyncze nazwiska więźniarek z III oddziału. (…) Wkrótce
usłyszałyśmy tupot ciężkich kroków pod drzwiami szpitala i zgrzyt klucza w zamku. (…) Gestapowcy
wyczytali z listy nazwiska: Janina Kardej-Zamajska i Janina Górska (…). Obie leżały od dłuższego czasu
w szpitalu więziennym. Kardej-Zamajska w celi nr 4, po niedawnej operacji pęcherzyka żółciowego,
Janina Górska, chora na zapalenie surowicówek. Przedstawiłam gestapowcom ciężki stan obu kobiet,
niezdolnych do poruszania się, lecz prośby i przedłożone motywy nie miały żadnego znaczenia. Kazali
je zanieść na noszach. Obie więźniarki, choć zdawały sobie sprawę, co je czeka, zachowywały się po
bohatersku.

Z kaplicy, mieszczącej się w tym samym pionie, co nasza cela, usłyszałyśmy po chwili pieśń  „Pod Twoją Obronę” i pojedyncze słowa „Warszawianki”. To śpiewał chór zamkniętych w kaplicy więźniarek. Nad samym ranem Burkl i Fruwirth osobiście doprowadzili do transportu Helenkę Dąbrowską.

Przed wieczornym apelem przyszli do szpitala brudni, zgrzani, pijani Ukraińcy i razem z nimi Burkl.
Przynieśli nosze… Igliwie sosny i grudki świeżej ziemi na noszach kazały przypuszczać, że zbrodni
dokonano w lesie… w lasach sękocińskich koło Magdalenki…